Prokurator Zygmunt Ojrzyński
Prokurator Zygmunt Ojrzyński (1903-1953). Zapomniana ofiara mordu sądowego.
2 stycznia 1953 r. w więzieniu mokotowskim został zamordowany prokurator Zygmunt Ojrzyński. W okresie II wojny światowej dał dowody poświęcenia i odwagi. Następnie został opluty przez komunistyczną propagandę upowszechniającą kłamstwa o prokuratorach, sędziach i adwokatach z okresu II Rzeczypospolitej. I wreszcie został skazany na karę śmierci w haniebnym procesie, przeprowadzonym z jaskrawym naruszeniem praworządności.
Wierny ideałom młodości
Zygmunt Ojrzyński urodził się 11 października 1903 r. w Pławnie jako syn Leona i Kazimiery. W latach 1922-1926 studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Po odbyciu aplikacji sądowej w 1932 r. rozpoczął pracę jako podprokurator w Sądzie Okręgowym w Białymstoku. W 1934 r. został wiceprokuratorem tego sądu. Stanowisko to zajmował do 1939 r. Od 1940 r. Ojrzyński działał w konspiracji. Był szefem wywiadu Okręgu Warszawa Związku Jaszczurczego, następnie szefem wywiadu Okręgu Warszawa Narodowych Sił Zbrojnych. Pracował w konspiracyjnych strukturach Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, w Ekspozyturze Urzędu Śledczego „Start”, pełniąc funkcje kierownicze. Był żołnierzem Batalionów Szturmowych i kierownikiem Walki Cywilnej. Brał udział w Powstaniu Warszawskim. We wrześniu 1944 r. dostał się do niewoli niemieckiej. Do Polski powrócił w marcu 1945 r. Rok później zgłosił się ponownie do służby w powszechnym wymiarze sprawiedliwości, został prokuratorem w Sądzie Grodzkim w Bytomiu. Warto wskazać, że po zakończeniu działań wojennych przywrócona została przedwojenna organizacja sądownictwa powszechnego i prokuratury powszechnej oparta na utrzymanym w mocy rozporządzeniu Prezydenta Rzeczypospolitej z 6 lutego 1928 r. –Prawo o ustroju sądów powszechnych. Do służby w powszechnym wymiarze sprawiedliwości przyjęto przedwojenną kadrę sądowo-prokuratorską w takim układzie hierarchii służbowej, w jakim ona się uformowała do września 1939 r. Po kilku miesiącach pracy w Sądzie Grodzkim w Bytomiu Ojrzyński otrzymał nominację na stanowisko wiceprokuratora okręgowego w Opolu, a w lipcu 1947 r. prezydent Bolesław Bierut mianował go prokuratorem tego sądu. Należy podkreślić, że zgłaszający się po wojnie do pracy polscy prawnicy oceniani byli przez kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości jako pracownicy „o wyjątkowo wysokich kwalifikacjach fachowych”. W 1948 r. Ojrzyński został przeniesiony na stanowisko prokuratora Sądu Okręgowego w Katowicach, gdzie pracował aż do chwili aresztowania tj. do 23 stycznia 1949 r.
Aresztowanie
Po wojnie członkowie Państwowego Korpusu Bezpieczrństwa skazani zostali wyrokiem Sądu Wojewódzkiego dla m. st. Warszawy za dokonywanie mordów na działaczach i sympatykach organizacji antyfaszystowskich oraz za dokonanie zabójstw na członkach PPR i AL. Śledztwo w sprawie PKB prowadzili funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a nadzór nad śledztwem sprawowała Komisja Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego z Bolesławem Bierutem i Jakubem Bermanem na czele. Na potrzeby prowadzonego śledztwa rozwinięto tezę o istnieniu w okupowanej PPR wrogiej agentury związanej z Delegaturą Rządu na Kraj i PKB, która miała zajmować się fizycznym likwidowaniem działaczy PPR. Kilka lat później, w 1954 r. Józef Światło, wysoki funkcjonariusz MBP ujawnił w Radiu Wola Europa, iż głównym celem śledztwa było oskarżenie Mariana Spychalskiego (aresztowanego w maju 1950 r.) o zdradę i jego „ostateczna likwidacja’. Oskarżenie Spychalskiego miało doprowadzić do wytoczenia procesu Władysławowi Gomułce (aresztowany 2 sierpnia 1951 r.), a proces Gomułki miał być zapowiedzią wielkiego procesu politycznego z rozpraw z „prawicowo-nacjonalistycznym odchyleniem”.
24 stycznia 1949 r. prokurator Ojrzyński został aresztowany przez organy bezpieczeństwa państwa. Początkowo postawiono mu zarzut popełnienia przestępstwa z art. 7 mkk (szpiegostwo), później doszły i inne najbardziej absurdalne oskarżenia, chociażby współpraca z okupantem niemieckim i mordowanie komunistów. Zapewne Ojrzyński, jako wysoki funkcjonariusz Urzędu Śledczego PKB posiadał wiedzę na temat konspiracji komunistycznej w okresie II wojny światowej, a jak wiadomo ten aspekt działalności komunistycznej chciano ukryć przed opinią publiczną. Dlatego przedwojenny prokurator z konspiracyjnym życiorysem był groźnym przeciwnikiem dla ówczesnych decydentów politycznych. Chciano nie tylko dokonać odwetu na prokuratorze, który przed wojną brał udział jako oskarżyciel publiczny w rozprawach przeciwko komunistom, ale również poprzez proces skompromitować go w środowisku prawniczym. Zdawano sobie sprawę z braku dowodów winy oskarżonego i bezzasadności oskarżeń. „Kierownictwo chciało, żeby dwójkarze wyszli w ten sposób, że przed wojną pracowali z Abwehrą [niemiecki wywiad i kontrwywiad wojskowy], a podczas okupacji z gestapo, ale myśmy takich materiałów nie mieli”- wyjaśniał w 1954 r. oficer śledczy MBP kpt. Jerzy Kaśkiewicz. W odniesieniu do zarzutu z mkk, funkcjonariusze z MBP nie zgromadzili dostatecznych dowodów winy Ojrzyńskiego. 3 kwietnia 1951 r. postanowiono prowadzenie śledztwa przekazać z Naczelnej Prokuratury Wojskowej do Departamentu Specjalnego Generalnej Prokuratury. Zmieniono również kwalifikację prawną czynu. Ojrzyński został oskarżony z art. 1 dekretu 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego. Przestępstwo to podlegało właściwości sądu wojewódzkiego. Razem z Ojrzyńskim śledztwem objęto również Witoldowa Pajora, Stanisława Nienałtowskiego i Andrzeja Czystowskiego.
6 grudnia 1951 r. obszerny trzydziestostronicowy akt oskarżenia przeciwko wymienionym sporządził oficer śledczy MBP kpt. Kaśkiewicz. Oskarżono ich o przynależność do „przestępczej organizacji «Start», powołanej przez delegaturę tzw. rządu londyńskiego w porozumieniu z hitlerowskimi władzami okupacyjnymi, a mającej na celu mordowanie działaczy i sympatyków organizacji antyfaszystowskich…”. Jak wyjaśniał Światło, to Biuro Polityczne zdecydowało, że zdobyta przez UB kartoteka „Startu” obejmująca przestępców i kolaborantów zostanie uznana za listę komunistów przeznaczonych do likwidacji. „Ci, którzy uniknęli należnej im śmierci, zostali przez bezpieczeństwo odnalezieni i postawieni przed alternatywą: albo spotka ich los, na który zasłużyli swą nikczemną działalnością w czasie okupacji hitlerowskiej, to jest zostaną wysłani na tamten świat, albo też przyjmą na siebie rolę działaczy komunistycznych prześladowanych rzekomo przez polskie organizacje podziemne.(…). Tak były budowane oskarżenia grupy «Start«”.
Proces
Proces, ze sztucznie rozdętą kwalifikacją prawną, zmierzający do wydania nieadekwatnie surowej kary, do historii przeszedł pod nazwą „procesu kierownictwa «Startu»”. Proces rozpoczął się 14 grudnia 1951 r. przed Sądem Wojewódzkim dla m. st. Warszawy i trwał do 21 grudnia 1951 r. Rozprawie przewodniczył Henryk Chmielewski, sędzia Sądu Najwyższego delegowany do Sądu Wojewódzkiego dla m. st. Warszawy z sędziami: Antonim Pyszkowskim, wiceprezesem Sądu Wojewódzkiego dla m. st. Warszawy i Stanisławem Grudniem, prezesem sądu powiatowego delegowanym do sądu wojewódzkiego, oskarżali prokuratorzy Maciej Majster i Ciencio. Prokuratora Ojrzyńskiego bronił obrońca z urzędu, adwokat Edward Rettinger. Ojrzyński, nie bacząc na ryzyko, nie przyznał się do czynów zarzucanych mu aktem oskarżenia. Odwołał swoje zeznania składane w toku śledztwa jako pozbawione wszelkiej wartości dowodowej, gdyż jak oświadczył złożył je pod wpływem stosowania przez funkcjonariuszy śledczych MBP, przymusu fizycznego. Ukazał całe bezprawie i okrucieństwo władz bezpieczeństwa. Należy zauważyć jak wielkiej odwagi wymagało złożenie takich oświadczeń. Bowiem obecność przedstawicieli „bezpieki” podczas rozprawy sądowej sprawiała, że wszelkie skargi na sposób prowadzenia śledztwa były tłumione w zarodku, stanowiąc zarazem dodatkowy punkt obciążający jako próba szkalowania organów bezpieczeństwa, które były znane z sadyzmu wobec więzionych osób. Tak też było i w przypadku prokuratora Ojrzyńskiego. Potwierdza to Witold Pajor w liście wysłanym 8 maja 1956 r. z więzienia we Wronkach do ówczesnego posła, prof. Jerzego Jodłowskiego, w którym pisał: „ Z zapadłych trzech wyroków śmierci – wykonano jeden na moim zastępcy Zygmuncie Ojrzyńskim (po wyzwoleniu prokuratorze Okręgowym w Stalinogrodzie), który na swoje nieszczęście próbował bronić się na rozprawie i ten fakt pogorszył zdecydowanie jego sytuację.” Po rozpoznaniu sprawy, sąd wyrokiem z 21 grudnia 1951 r. skazał Ojrzyńskiego na karę śmierci z pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych oraz przepadkiem całego mienia.
„Wyrok sądu jest surowy” - tłumaczyli w uzasadnieniu wyroku sędziowie - ”tak jak surowa jest wyrażona w ustawie wola ludu polskiego, nakazując karać zbrodniarzy przeciwko ludzkości i zdrajców”. Kluczowym rozstrzygnięciem w postępowaniu karnym jest wyrok. Opinia publiczna w procesie „Startu”, którego celem było rozliczenie się z przeszłością została usatysfakcjonowana „sprawiedliwym” wyrokiem, bo przecież oskarżeni się przyznali! Confessio estregina probationum (przyznanie się jest koroną dowodów). Należy zaznaczyć, że do śmierci Stalina ta zasada była stosowana i teoretycznie uzasadniana w ZSRS i krajach satelickich.
„Zacięty wróg ludu polskiego”
Prokurator Ojrzyński trwał przy swoich zeznaniach. 22 grudnia 1951 r. zaskarżył rewizją za pośrednictwem swojego obrońcy wyrok Sądu Wojewódzkiego dla. m. st. Warszawy. Warto przypomnieć, że w tym samym „sądzie tajnym” skazano na karę śmierci bohatera Polski Podziemnej, generała Augusta Emila Fieldorfa – „Nila”. Sądzili go: Maria Górowska z ławnikami w I instancji, zaś Igor Andrejew, Gustaw Auscaler i Emil Merz w II instancji. Prawnicy, którzy wpajali swym studentom nauki Andrieja Wyszynskiego, osławionego „Wielkiego Inkwizytora” z okresu „wielkiej czystki” i często sami stosowali je w praktyce, zajmowali przez lata najważniejsze stanowiska na uczelniach, uchodząc jak wspomniany Andrejew za prawnicze, a nawet moralne autorytety. 10 września 1952 r. Sąd Najwyższy w składzie: przewodniczący Marian Mazur, prezes Sądu Najwyższego, dr Merz (sprawozdawca) oraz A. Bachrach sędzia Sądu Najwyższego, przy udziale prokuratora Generalnej Prokuratury Pauliny Kern i T. Mirel jako protokolanta po rozpoznaniu zaskarżonego wyroku Sądu Wojewódzkiego dla m. st. Warszawy uchylił wyrok sądu I instancji z 21 grudnia 1951 r., i skazał Ojrzyńskiego ponownie na karę śmierci i kary dodatkowe. Ostatnią deską ratunku przed niesprawiedliwością było ułaskawienie przez Prezydenta. 18 sierpnia 1952 r. prośbę o ułaskawienie Ojrzyńskiego do prezydenta Bieruta napisała jego żona, Mieczysława Ojrzyńska, a miesiąc później przejmującą i wzruszającą prośbę o łaskę napisała piętnastoletnia córka prokuratora, Bożenka Ojrzyńska. Dziecko gorąco prosiło „obywatela prezydenta o ułaskawienie tatusia, Zygmunta Ojrzyńskiego, skazanego na śmierć”. Bo przecież „tatuś nie mógł być zły, a jeśli coś złego zrobił na pewno teraz żałuje i pokutuje za to. A przecież uczą nas, że każdy błąd można odpokutować, byleby się do niego przyznać i żałować za to”. Córka Ojrzyńskiego prosiła prezydenta o darowanie życia jej ojcu i „żeby go mogła czasem zobaczyć, chociaż raz na rok”. Jednak Bierut był innego zdania. 30 października 1952 r. Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy w składzie Henryk Chmielewski (przewodniczący) i sędziowie: Antoni Pyszkowski i Stanisław Grudzień zaopiniował, iż skazany Ojrzyński na łaskę nie zasługuje. Zdaniem sądu skazany jest „zaciętym wrogiem ludu polskiego”. Miesiąc później również Sąd Najwyższy w składzie: E. Merz jako przewodniczący oraz sędziowie A. Bachrach i T. Majewski odrzucił prośbę o łaskę prokuratora Ojrzyńskiego. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski w stosunku do Zygmunta Ojrzyńskiego. Już po wyroku, przesłuchiwany jako świadek w innej sprawie, oświadczył przed sądem: „Wkrótce już stanę przed innym sądem i innym sędzią. Odchodząc na tamten świat, nie mogę obciążać sumienia fałszywymi zeznaniami na szkodę innych osób”.
W 1957 r. Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy rozpoznał w trybie postępowania wznowionego sprawy przeciwko wielu działaczom PKB. Z zeznań świadków składanych w toku postępowań wznawianych wynikało, że zeznania obciążające oskarżonych zostały im narzucone przez oficerów śledczych i tak właśnie niezgodnie z prawdą zeznawali. W 1957 r. prawdziwość tych zeznań była już uprawdopodobniona wynikami śledztwa prowadzonego przeciwko wyższym funkcjonariuszom byłego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Ponadto sąd podkreślił, że w procesie „Startu” po jego wznowieniu w 1957 r. na korzyść oskarżonych, postępowanie zostało umorzone z braku cech przestępstwa w ich działalności, co winno rzutować i na ocenę działalności PKB. Zygmunt Ojrzyński został zrehabilitowany 19 marca 1957 r.




















































E. Romanowska, „Wkrótce już stanę przed innym sądem…” Prawnicy II Rzeczypospolitej represjonowani w Polsce w latach 1944-1956 (w Wydawnictwie IPN).